PolType

Ho ho ho, tyle czasu już minęło od poprzedniej notki! Coś się nie przykładam do tego bloga, chyba czas to zmienić. Zwłaszcza, że mam bardzo ciekawy temat, chociaż zainteresuje on w zasadzie tylko osoby z szeroko pojętej branży DTP.

Doskonale wiadomo, że obecnie w branży poligraficzno-typograficzno-wydawniczo-drukarskiej dominuje zaledwie kilka programów. InDesign, Quark, do tego Corel i Photoshop jako narzędzia pomocnicze (choć czasami i w Corelu można złożyć całą gazetę), to w zasadzie wszystko, czym się współcześnie DTPowcy posługują w swojej pracy. Jest to rzecz prosta i oczywista. Są naturalnie wyznawcy Quarka i wyznawcy InDesigna, nikt by jednak nie pomyślał, że istnieją wyznawcy polskiego, DOS-owego programu do składu i łamania; programu, którego pierwsze wersje powstały w latach 80.! Mowa o czymś całkowicie kuriozalnym – o aplikacji noszącej nazwę Cyfroset. Jest to produkt polskiej firmy Cyfronex, która jeszcze do niedawna miała swoją stronę; od jakiegoś czasu niestety strona ta nie działa, dlatego można ją zobaczyć już tylko dzięki web.archive.org (klik).

Nikt mi nie odbierze tych chwil, kiedy to miałem możliwość „pobawienia się” w skład i łamanie stron pewnej gazety w pewnej zaprzyjaźnionej przygotowalni. Rzecz jest o tyle fascynująca, że Cyfroset – nazywany przez pracowników „Poltype’m” (dlaczego? o tym później) jest w tej firmie stosowany do dziś, a jego obsługa nie przypomina żadnego innego programu, z jakim miałem w swoim życiu do czynienia :).

Jak już zaznaczyłem wyżej, jest to program DOSowy, nieobsługiwany za pomocą myszki. Jego filozofia opiera się głównie na opracowywaniu tekstu za pomocą instrukcji-komend, co przypomina nieco program TeX. Wygląda to następująco: strona z tekstem np. artykułu jest opracowywana poprzez wstawianie w treść tego tekstu specjalnych znaków uzyskiwanych poprzez naciskanie klawiszy w odpowiedniej kombinacji, dzięki czemu uzyskuje się pochylenie tekstu, pogrubienie, zmianę fontu itd. Poza tym istnieje także coś takiego jak „podgląd strony”, ale na tym podglądzie można też modyfikować wygląd strony, np. przesuwając obiekty z tekstem czy grafiki. Oczywiście za pomocą klawiatury, czyli najpierw kursor trzeba przesunąć nad obiekt, potem go chwycić (kombinacją klawiszy), następnie przesunąć (znów kursorami) i upuścić (znów kombinacją klawiszy). Niewiarygodnie mozolna sprawa i dzisiaj już, dla zawodowych składaczy DTP, rzecz nie do pomyślenia. Zdumiewające jest jednak to, że osoby, które od kilkunastu lat nieprzerwanie pracują właśnie na Cyfrosecie, robią to tak szybko, że można to spokojnie porównać do przesuwania obiektów w np. InDesignie!

Najbardziej zdumiewające są jednak skróty klawiaturowe. Przyzwyczailiśmy się, korzystając z programów komputerowych, że istnieją pewne standardowe rozwiązania interfejsu, praktycznie wszędzie takie same. Chociażby to, że zawsze ctrl+c to „skopiowanie do schowka” (clipboardu) np. tekstu, że ctrl+v to wklejenie ze schowka tego, co się tam wcześniej skopiowało. Tymczasem w programie Cyfroset jest zupełnie inaczej: przede wszystkim nie naciska się danej kombinacji klawiszy równocześnie, tylko po kolei (sic!). Jeśli użytkownik chce skopiować fragment tekstu (albo kodu formatującego tekst), to musi wykonać następujące czynności:
* przytrzymać ctrl (o ile dobrze zapamiętałem)
* nacisnąć po kolei klawisze B, N, D (= skrót od „blok na dysk”).
W tym momencie zaznaczony tekst znika, bo jest przenoszony na dysk twardy komputera w specjalne miejsce (!). Więc, żeby go przywrócić, należy znowu przytrzymać ctrl oraz naciskać po kolei klawisze B, Z, D (= „blok z dysku”). Tekst wskakuje z powrotem w to samo miejsce :), teraz przesuwamy kursor w inne miejsce i znowu CTRL+B, Z, D. Rewelacja, prawda? A najlepsze w tym wszystkim jest to, że program ten nie posiada funkcji „cofnij”, więc jeśli użytkownik coś spartoli, to cofnąć tego nie może – musi to ręcznie naprawić :).

Dlaczego więc, pomimo tych absurdalnych rozwiązań, Cyfroset wciąż jest używany? Według składaczy, z którymi rozmawiałem na ten temat i którzy pokazali mi w ogóle to cudo – jest to doskonałe narzędzie do składu, bo pozwala na całkowitą kontrolę nad opracowywanym tekstem, a dodatkowo posiada wiele opcji (ukrytych w skrótach klawiaturowych ;), które taki InDesign nie posiada. Ot, chociażby utrzymywanie registru w sąsiednich łamach tej samej strony. InDesign np. ma tylko opcję przyciągania do siatki, dzięki czemu linie tekstu nie rozwalają się, gdy wypadnie w jednym z łamów np. śródtytuł o innym kroju. Podobno Cyfroset ma większe możliwości manipulowania samym tekstem niż współczesne programy do składu producentów zagranicznych. Jak się domyślacie, mi oczywiście trudno się na ten temat wypowiadać :).

A skąd „PolType”? Bo historia tego programu z grubsza prezentuje się tak, że najpierw powstał (bodajże w 1988 roku) osobny komputer do łamania tekstu, polskiej produkcji, o takiej nazwie. W jego skład wchodziła ogromna klawiatura z wieloma nietypowymi znakami, np. matematycznymi. Oczywiście aplikacją preinstalowaną (jak to byśmy dzisiaj powiedzieli :) na takim komputerze był właśnie prototyp dzisiejszego Cyfrosetu. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że współtwórcą tego sprzętu, obsługującego w zamierzeniu bezpośrednio naświetlarki, była brytyjska firma MonoType (to ta, która np. zaprojektowana czcionkę Arial).

Lata mijały, komputery (w tym domowe) rozwijały się w błyskawicznym tempie, więc przypuszczam (nie mam na to źródeł), że taki specjalny sprzęt do składu przestał być potrzebny, skoro aplikację można było bez przeszkód przepisać na MS-DOSa i zająć się wyłącznie rozwijaniem samego programu, a nie całego sprzętu. Twórcy rozwijali go chyba do niedawna; na wspomnianej już stronie firmowej widniała informacja, że pojawiła się wersja Cyfroset na WinXP. Niestety, zamieszczona tam wersja demo programu nie uruchomiła się na moim XP…

O komputerze PolType (nie o samym programie!) można dowiedzieć się więcej ze zdigitalizowanego artykułu Sławomira Tyszko, opublikowanego pierwotnie w czasopiśmie Mikroklan w 1988 roku. Polecam gorąco :).

PS. W jaki sposób wspomniana firma składa czasopisma i książki, współpracując z drukarniami, skoro ten program jest tak leciwy? Już zdradzam szczegóły. Konwertowanie tekstów z plików RTF do Poltype’a czyni się specjalną aplikacją dołączaną do Cyfrosetu (w tej wersji pochodzącej już z lat 90.), do tego dochodzą TIFFy bez kompresji LZW (Boże broń! :), wektorówki jako EPSy (1 poziom ps – program nie czyta ps level 2 i 3). Sam Cyfroset wypluwa postscirpt, który potem można jakimś distillerem zamienić na PDF. I taki PDF wysłać do drukarni. Voila! :)

Reklamy